Załóż bloga Zaloguj się




Kim jestem?
asdfghjk

Jestem jaka jestem...

search
calendar
« Sierpień 2010 »
Nd Pn Wt Śr Cz Pt Sb
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
ostatnio...
Kategorie
Linki
archiwum
Tagi
Syndicate
Credits
LifeType IE7 XHTML CSS Firefox

Szczęście...Recepta :D

2010-03-15 @ 14:13 in Nowe życie, moje nowe życie

Długo sie nie odzywałam.... ale dlatego pewnie ,że chciałam  wziąść skończyć z uporczywym fatum... które od ponad roku sie mnie korczowo trzymało.

Jestem szcześliwa... No nie w 100% ale to najlepszy początek... przeszłam na ekstra dietę ktora dodała mi energii(baaaaaardzo polecam)do dalszego działania, skończyłam  z niby przyjaciółmi i nie wdaje sie w toksyczne zwiazki, a wiec wszystko co postanowiłam sie udało. Dodatkowo po ponad roku znalazłam prace!!!!  wszystko to pozytywne myślenie.... wiem, wiem  nic nigdy nie wyglada tak różowo, ale staram sie o tym nie myślec.

Teraz podjełam kolejne wyzwania  i musze dac rade.... wystarczy tylko silna wola.....

A wiec Kochani, jesli nadal macie doła i świat wali wam sie na łeb i na szyje pomyślcie.... co możecie zmienić.... zawsze jest jakieś światełko w tunelu....     minimalna nadzieja którą być może nie chcieliście lub nie zauważyliście, nie ma drogi bez powrotu....Macie problem piszcie być może pomoge:**** Pozdrawiam wszystkich

...Potrzebuje pomocy...

2010-03-01 @ 14:14 in swiat w ktorym zyje...

Kolejny miesiąc mija... a ja w miejscu stoje... Czy to jest uzależnione odemnie? przykro jest mi juz nawet patrzec w lustro... jak bylo tak jest... a ludzie w kolo mnie tacy sami... ja tez sie nie zmienilam wiec czego od nich oczekuje?

Macie czasmi tak ,że chcieli byście nie istnieć, że swiat bez was byl by o wiele lepszy? Czy ktoś z Was ma jakąś rade na bezsilność? Samotność? Fałszywosc innych? jak tak to prosze o jakąś recepte...

....To nie anioł... W kręgu cierpienia ...

2010-02-19 @ 09:11 in Gdzie ten Aniol?

Popełniała mnostwo bledow ona i jej "przyjaciółka" Nie było imprezy zktorej by wracały trzeżwe, "czyste", same,Jak bylo cieplo przewaznie przechodzily przez park parami wracaly zawsze same, zadowolone , szczesliwe, nie myslaly o niczym innym tylko otym zeby polozyc sie spac. Nie jeden raz Ona chciała sie ogarnać, znalazla chlopaka, na stale była z nim  szczesliwa poczatkowo postanowila sie zmienic byc zwykla dobra dziewczyna, ale jej to nie wychodziło. wielu bylo przy jej boku,  z jednymi byla bo cos do nich czula  z innymi warto bylo sie pokazac, a innych wybierala z braku laku.. pierwszy raz zdradzala, a nie potrafiła wybaczyc zdrady, rozstawala sie  z blahych powodow, lub bo poprostu sie jej znudzili, dziwila sie ze wiekszosc jej partnerow prowadzila podwojne zycie, ale jak miec szacunek do takiej osoby?Sama nie wiedziała co ma robić, byla wciagnieta w jakies glupie intrygi, z ktorych nie miala wyjscia.

Mniały mnóstwo problemow z nie  koniecznie przyjaciółmi, One sliczne młode bawiły sie  wszyscy je znali wiedzieli ze z nimi sie nie zadziera.... One głupie, naiwne  wierzyły że wszystko moga,do czasu gdy ktos probował je rozdzielic.... nawet nie wiecie jacy ludzie potrafia byc brutalni jesli na cos sie upra . ona nie raz zdawała sobie sprawe, że "ta przyjaźn" nie jest dla niej coos ja opetalo nie myslala wtedy o niczym innym tylko jak sie zabawic....wpadła w wiele nałogów, z ktorych nie mogla sie uwolnic,  Dreczyło ją sumienie,cierpiała wiedziala ,że jedyna deską ratunku jest powrot do domu, ktorego sie strasznie bała. Wiedziala ,że "jej przyjaciółka" ja oklamuje  a nie potrafiła przyłapac jej na gorącym uczynku, wiele razy probowala odratowac ich przyjażn, ale ktos jej kiedys powiedział ,że jedynym powodem jest to ,że dobrala sobie nie właściwych przyjaciól, toksycznych...A w sprawach zawodowych czula sie okropnie osoba bliska jej sercu "przyjaciel" oszukiwał ja  ponizal, jednak byla psychicznie od niego uzalezniona.Nie potrafila powiedziec NIE

   Pewnego wieczoru siedząc w domu  rodzinnym rozpetało sie piekło, jej kłamstwa w których sie obracała, przewyższyły jej dobrą wole, dobre serce, "przyjaciółka" ktorą kochała jak siostre :( napisała ,że nie chce jej znac, rodzice wyrzucili ja z domu, była zmeczona życiem , nie wiem co miała w głowie tego wieczora.... Straciła nadzieje... Wziela  pół paczki tabletek uspokajajacych... Bo niemiała odwagi na inny ruch... weszła do pokoju polożyła sie... toneła w łzach...A w myślach miała słowa "Bardzo ciesze sie ,że sie poznałyśmy, "wtedy w czerwcowe popołudnie gdy pierwszy raz Pani X zaufała jej  powiedziała co jej w sercu lezy, stwierdziła ,że jest jej Aniołem ,że przy niej sie ogarnie.Obydwie plakały, i wiedziały że bedzie to początek wspaniałej przyjaźni. Ale zastanawiała sie w którym momencie przestała być Aniołem...

 

          Napisałam to bo tak życzyła sobie pewna osoba, może ktoś to przeczyta i wyciągnie wnioski... Znam tyle szczegółów bo jest to mi bardzo bliska osoba, byla najwspanialsza , siostrą, przyjaciółka, piowierniczką... Ale ja nie zauważyłam ,że coś jest nie tak i jej nie pomogłam. Może ktoś w waszym otoczeniu potrzebuje ,wsparcia, dobrego słowa, rozejżyjcie sie nim bedzie za póżno... Pozdrawiam

Gdzie ten Anioł cz2

2010-02-18 @ 19:39 in Gdzie ten Aniol?

Mineło pare miesięcy odkad pochłoneła sie w realizowaniu planu swojego "przyjaciela"  w trakcie dużo sie działo... prowadzila podwojne zycie , tak ona uwazala ja jednak osobiście uważam ,że potrojne. Dlaczego? Dlatego ,że po za tym co ona ja widzialam w niej trzecia osobe, ta ktora znalam od poczatku ta zktora sie budziłam i przy ktorej zasypialam, ta osoba ktora patrzyla na rodzicow i mowila ,ze wszystko jest ok... choc w duszy miala metlik (i czula sie zwykła szmata) To jej trzecie oblicze mniej znane wsrod osob ktore ja otaczały.Spokojna , dobra cicha ,uczynna,typowa bratnia dusza... Różniąca sie od dwóch pozostałych  kreacji osobowości jej osobowosci....

     Po rozstaniu z Panem R życie nabrało ogromnego tępa... Wróciła córka  jej współlokatorki młoda pełna energii i agresji ...  Bardzo sie bała  tej konfrontacji, wiedziała ,że jeśli sie nie zaprzyjażnią to nie bedzie jej łatwo... Jednak dobro zwyciężyło po długich rozmowach doszły do wniosku ,że bez siebie nie moga życ i tak zaczelo sie kolejne igranie z losem, impreza po imprezie , przelewało sie mnóstwo używek , alkoholu i pieniedzy...Początkowo  głowna bohaterka miała wlasne wartości, jednak po czasie sie to zmienilo, wystarczyła jedna impreza, w "przyjacilskim gronie"Pojechali samochodem za miasto Ona , jej "nowa przyjaciółka" i dwoch chlopakow. pili dalej  Pani X i jeden z chlopakow poszli sie przejsc, ona została...została  z jednym z nich... weszli do samochodu nie musze dalej pisac co sie stało, kazdy może sie domyslec... tak, stało sie zostali nakryci przez pania x  jej "jak sie bawic to sie bawic" to bylo jej zdanie na to co zobaczyła. droga do domu byla najgorsza w jej zyciu wypila za duzo... Dlugo nie musiała czekac na kolejnej imprezie kolejny kolega pani X z ktorym spacerowała chcial ja poderwac, i nawet sie mu udało, ona jednak liczyla sie ze zdaniem paniX znali sie bowiem 8 lat a serce jej bilo tylko dla niego, pani x nie chciala im zabronic. a jemu chodzilo tylko o to zeby ja zaliczyc, po staraniu nie dośc dlugim ona wypila dla odwagi kochali sie u niego , bala sie spojzec w oczy po powrocie panix.czula ze tak dalej byc nie moze bo wazniejsza jest dla niej przyjażn niz facet, on byl kolejnym w jej kolekcji, jakby miala sie czym poszczycic. zrozumiala co zrobila, gdy sie kolejny raz wyprowadzila, przeczytała niechcacy co tak naprawde o niej sadził"Zajebista dupa, słabo się r... , ale jakby ja wystawił do burdelu niezle by tyłkiem zarobiła"Powiedziała, mi że nigdy tych słow nie zapomni, wcale sie nie dziwie. a ona głupia jakies tydzien wczesniej chciała na złość zrobić przespala sie z jego najlepszym kumplem przyjacielem co chciala tym osiagnać? sama nie wiem, zniszczona od środka, coraz bardziej   przesiąkała tym co w koło widziala, Widać było po niej ,że cos jest nie tak kryła to w sobie i niechcial azeby ktokolwiek to wtedy wiedział. wstyd jej było czula sie okropnie, obiecala sobie ze to sie skonczy , ze juz nigdy nie popelni tak radykalnego błedu, a jednak....

Gdzie ten Aniol?

2010-02-18 @ 16:03 in Gdzie ten Aniol?

To co bede teraz pisac jest  wzięte z mojego życia... Jest to niezwykła historia ktorej byłam światkiem. Typowa o przyjażni, milości, cierpieniu, zdradzie, roznych podbojach o wszystkim co człowiek zna a nie koniecznie rozumie.

     Wszystko zaczeło sie doslownie rok temu. w poszukiwaniu pracy pomogła jej  jedna ze znanych gazet. prace znalazla w firmie ktora zajmowala sie handlem.  moze  inaczej byla przedstawicielem handlowym , przemienionym w akwizytora, Bardzo sie cieszyla ze powoli zaczyna od nowa , w nowym miejscu, z nowymi ludzmi, gdzie nikt jej nie zna . pozwoli jej na nowe zycie. jednak nawet nie wiedziala w jakie bagno sie pakuje...

pełna szczescia  cala zaangazowala sie w sprzadaz, bo jak cos robic to juz na maksa. wierzyla to co ja uczyli, nie wiele starsi, ale miala nadzieje ze tak trzeba... wynajela pokoj. w spartanskich warunkach.No tak poczatkowo byl telewizor, dostep do kuchni, nawet wanna. po dwoch tygodniach . tak jak drzwi do kuchni byly zamkniete na klucz , tak i telewizor dostał nog, i wanne zastąpił zainstalowany nad muszla klozetowa prysznic nie koniecznie z ciepla woda. nikt nie słuchał jej narzekania...  nie wyprowadziła sie bo nie miala do kad isc, a praca?  co dziennie bez wzgledu na pogode przemiezala pieszo  ok 50 km... jak nie wiecej  nauczyla sie kłamać, wszystko po to aby zarobic na utrzymanie sie przy zyciu praca po 16 godzin wykonczona wracała do swojej nory zamykała oczy i modlila sie o lepsze jutro ktore  nie nadeszło. Dziewczyna ambitna, pokonała lidera  uczciwościa, jednak nie mogla byc lepsza niz on. bo osoba pracujaca pare tygodni nie moze sobie dobrze radzic... pensja byla zniewalajaca po charowaniu 30 dniowym, 16 godzinnym trybie pracy zarobila nie cale300 zl. nie wiedziala czy ma plakac czy sie smiac... bez umowy, bez perspektyw kapletnie sama ... bez powrotu do domu... poznala mezczyzne duzo starszego  z mnostwem pomysłow chcacy zaangazowac ja  w spelnianiu swoich marzen... pelna optymizmu , checi do dzialania podjela sie ryzyka, on zalatwil jej mieszkanie u znajomej... Cudownej kobiety mieszkajacej samej po wyjezdzie corki, Ona uwiezyla , ze zycie daje jej szanse ktorej nigdy sama by nie osiągnela. godziny rozmow z nim pozwalaly jej  na marzenia i nadzieje na ich spelnienie. dal jej wewnetrzna sile na zdobycie swiata. miala co jesc, gdzie spac, miala wanne, lodowke, telewizor, o innych wygodach nie wspomne. a wspollokatorka jak marzenie... Starsza kobietka od niej ale przebojowa zakrecona , wyrozumiala,  smiala sie ze ze jest jej corka... One plakaly razem smialy sie imprezowaly. wszedzie razem... Postanowila ze zaryzykuje  i zaangarzuje sie w pomysl Jego. ze on nie moze sie nie udac... zrezygnowala z teoretycznej pracy. Wieczorami spotykała sie z panem M poznanym Taksowkarzem (duzo starszym) uwiódł ją swoim pogladem na świat, troską przebojowościa. Miał to czego inni nie mieli... ten blysk w oku. przy nim w koncu czula sie doceniona , wyjatkowa. spotykali sie kiedy tylko mogli jednak ona strasznie bala sie zaangarzowania, milosci... Pewnego dnia jej " przyjaciel z pracy" zorganizowal  spotkanie w sprawie  tworzenia jego pomyslu... przyprowadzil na kolacje przystojnego Pana R.  ich oczy spotkaly sie .. Pan R zmierzył wzrokiem a ją  od stop do głow przeszedł dreszcz. przy kolacji  nie odrywali od siebie wzroku, mowiac o firmie ktora ma powstac, siedzieli we trojke do pozna by jak najdluzej mogli upajac swoj wzrok soba na wzajem. Nie była to milośc ale pożądanie. Ona zamykajac oczy widziala jego boskie ciało , rozbrajajace oczy , czuła jego zapach, chciała poczuc dotyk... On pożądał ja  tak jak pożąda sie kobiete. Los tak chciał (co sie pozniej okazało nie tylko los), ze nastepną noc spedził u niej w domu, wmawiajac, ze ma trudnosci z dojazdem...Po kolacji mieli zamiar ogladac film jednak bliskosc ich cial  zdecydowala inaczej...Kochali sie  delikatnie piescil jej ciało tak namietnie jak jeszcze nigdy zaden z nich, gorączka ich cial, krople potu nigdy nie byly tak slodkie, kazdy dotyk, pocałunek, musniecie bylo jedyne w swoim rodzaju, On byl naprawde niesamowity wiedzial dobrze czego ona potrzebuje, czego pragnie, spełnił jej wszystkie erotyczne marzenia bez wspominania, bez rzadnych slow on wiedział jakby znal ja od wiekow...Nad ranem lezeli oboje owinieci  kocem rozanieleni....Stwierdzajac ,że byl to najlepszy sex w ich zyciu... Pierwszy... i ostatni... Dlaczego ostatni ? bo nastepnego dnia wrocila współ lokatorka oboje wrocili do swojego zycia. Nie mogła otrząsnąc sie , chciała byc z nim tylko znim...Jednak  swiat zdecydował inaczej... okazało sie ze ma żone, po wcześniejszym zaprzeczeniu, żył z nia tam gdzieś a Ona żyła dalej i popełniała kolejne błedy...

Dzien (Za)kochanych...

2010-02-12 @ 08:11 in swiat w ktorym zyje...

14. luty....  po co taki dzien istnieje? skoro jesli sie Kocha to nie potrzebne sa zadne swieta...Od zawsze bylam wrogo nastawiona do tego zkomercjalizowanego  paskudnego swieta.... Dlaczego? bo zawsze spedzalam je samotnie.... od ponad 20 lat sama jak palec... wiadomo byly jakies zwiazki ale rozpadaly  sie przed lub nawet w  ten pelen milosci , dzien... Wogole  to nasza spolecznosc wszystko kocha , spodnie , jablka, filmy, imprezy, wszystko, a slowo tak wyjatkowe , stalo sie wytarte i bezwartosciowe. Powiemu , ze kogos kochamy po  drugim dniu znajomosci, wielka milosc od razu... masakra!  nie  mowie , ze nie ma przypadkow milosci od pierwszego wejrzenia...ale nie wierze ze  wiekszosc ktora mowi ze kocha tak  faktycznie jest...

Mowimy Kocham  Cie jak nam sie wydaje ze tak jest czyli CHYBA kogos kochamy, cos zbroimy, jak nam jest smutno, jestesmy szczesliwi jak nie wiemy co chcemy powiedziec, jak wymaga ktos od nas nutki romantyzmu , przed stosunkiem, w trakcie i po, jak czegos chcemy , jak sie klocimy ,jak  godzimy, itd to tyle jesli chodzi o ludzi, kochamy takze  nasze zwierzeta, roznego rodzaju przekaski, filmy ksiazki, buty, itp.... moze to smieszne ale wiedzac jakie to slowo mialo kiedys znaczenie  swiadomie je naduzywamy...

Dlaczego swiadomie? Bo wiemy , ze osoba ktora uslyszy ze jest kochana , jest jakby to powiedziec... Zniewolona emocjonalnie... "Bo przeciez on/ona mnie kocha". czlowiek jest zaslepiony , jesli sie kogos kocha nie slowa ale czyny swiadcza o czlowieku...(?)

Nie mowie , ze to wyjatkowe slowo mamy wykreslic  z naszego slownika, bo swiat bylby wtedy naprawde szary, ale  mowmy je zrzadziej  a wtedy naprawde nabierze mocy... Jakiej mocy?

Czasami takie slowo w zwiazku moze sie przyslowiowo znudzic...(?)

Powinno miec swoja moc, mowione raz na jakis czas powoduje tesknote i monumentalnych dla nas chwil ,wyjatkowych chwil ,w ktorych mowimy wlasnie  to wyjatkowe slowo...

    A teraz pytanie....  Dobrze sa ludzie "zakochani" ale sa takze single, tacy z wyboru (nie o nich mi chodzi) ale tacy naprawde samotni nie potrafiacy znalesc sobie drugiej polowki... juz  teraz  znaczy w radiu slyszalam  nawet jakies tydzien temu a w marketach  (tak jak swieta w pazdzierniku)miesiac temu pokazuje sie mania walentynkowa... wszedzie serca, romantyczne piosenki dobijajacy kolor czerwony , usmiechniete twarze (za)kochanych wluczace sie po wszystkich ulicach klubach,  sklepach.... wszedzie ich pelno jak serduszek na wystawach sklepowych...

A my samotni single z badz nie wyboru snujemy sie samotnie, patrzac na obrzydliwie szczesliwe pary, dobijajac  nas szyldami walentynkowymi, na kazdej  reklamie, bijaca czerwien  z wystaw sklepowych w tle lecace romantyczne piosenki, nawet w kinie  same romansidla, nie mowie o telewizji, tam wogole masakra,...

Jak to przetrwac? kolejny raz jak? pomożcie...

Nutka optymizmu...czyli KONIEC

2010-02-09 @ 10:30 in swiat w ktorym zyje...

   Hmm... Właśnie wczoraj ktos bardzo madry uswiadomil mi jak bardzo sie zmienilam... Z nie poprawnej optymistki po przez realistke opadlam na samo dno pesymizmu...

 

Młoda i glupia ale optymistka... po wielu nie koniecznie madrych i rozsadnych wyborach  uwazalam ,ze świat nalezy do mnie, że moge wszystko, nie bylam zarozumiala ale w duchu myslalam ,że odemnie wszystko zalezy jak sobie w zyciu poukladam. że to co zle to nigdy mi sie nie trafi... optymizm ocierajacy sie o naiwnosc... uwazalam, ze  świat jest dobry i pelen zyczliwych ludzi, moze dlatego , ze otaczalam sie wlasnie takimi ludzmi....

Długo to jednak nie trwalo... poznalam Pana K. Ktorego wydaje mi sie ze kochalam , bo badz co badz bylam 3 lata. zarazil mnie realizmem i sprowadzil na ziemie... moze najwyzszy wtedy czas byl na zejscie do troszke  nie zbyt przyjaznego swiata... zmierzenie sie z rzeczywistoscia ale uwierzcie ktos chyba nademna czuwal  bo z kazdych problemow wychodzilam calo...  po rozstaniu  znowu wbilam sie na bezdroza optymizmu ... bladzilam ladnych pare lat.... a kiedy bolesnie upadlam na samo dno  . . . i wtedy okazalo sie ze z nie poprawnej optymistki stalam sie tylko i wylacznie okropna pesymistka!Jak to sie stalo? Sama nie wiem...

Być może zaufalam i zawierzylam w cos co nie jest realne, choc wtedy myslalam ,że jest to moja zyciowa szansa, kazdy z nas  w mojej sytuacji zapewne postapil by tak samo... bo kto nie ryzykuje ten nie ma... wiec zaryzykowalam... nie mowie ze bylo, zle ale kiedy zauwazylam ze ten ktos nie tylko siebie pograza bylo juz za pozno... zaufalam nie tej osobie co powinnam, mloda nie doswiadczona, pelna energii zyciowej i znikomej ilosci optymizmu wyprostowalam to co moglam,  pograzajac sie w kolejnych klamstwach i zewnetrznie pokazujac ze wszystko jest ok i tak wlasnie wracajac do domu ubieralam maske zeby pozornie ukazac ze sobie radze, zeby nie nie pokoic moich rodzicow, zeby im pokazac ze choc raz w zyciu moga byc ze mnie dumni. zdemaskowaly mnie lzy ktore bezwladnie, bez mojej woli zmyly ta teoretycznie pokazowa maske. nie wytrzymalam. zawsze bylam mocna psychicznie jednak jak ktos ustal w tym miejscu gdzie najlepiej mnie zranic znalazl moj slaby punkt wiercil, robil wode z mozgu, obiecywal spelnienie wszystkich marzen, nie ktore z znich mialam na wyciagniecie reki, pozornie dbal o mnie a jednak ranil, zagluszal we mnie to co mialam najbardziej wartosciowe, ponizal, ublizal, ranil, krzywdzil, niszczyl, zabijal... zauwazylam to w pore , po zdjeciu tych pieprzonych rozowych okularow, zdjeciu? raczej ktos brutalnie je stracil... kto nie wiem... po prostu przejzalam na oczy. i dzieki Bogu bo jeszcze troche i doszlo by do tragedii... ktos nademna czuwa... postanowilam skonczyc, to bladzenie w labiryncie, zobaczyalam swiatlo nadzieji, koncze z tym marazmem!!! ale sama nie dam rady, potrzebuje pozytywnego kopa... i kogos kto bedzie mnie wspieral... a teraz...? w ndz wieczorem zadzwonil "nowy On" z bardzo optymistycznym glosem jako jeden z nielicznych powiedzial "bedzie dobrze tylko mysl pozytywnie" powtorzyl mi kilka razy... wpuszczalam jednym uchem drugim wylecialo... nie spalam cala noc mysli kolataly sie po glowie, te tragiczne "7 min" z jednego z artykulow tutaj na blogu, przez to zrozumialam dlaczego pani m to wybrala... pan j i kolejne jego dyrdymaly, pani a i jej chore spiski, pan b ,pan k... dosc pomyslalam!!! i wtedy jakos tak dziwnie przypomniaklam sobie slowa "nowego" "mysl pozytywnie..." pier... o chopin'ie jak mozna myslec pozytywnie skoro wszyscy w kolo powtarzaja, to zle robisz to nie tak jestes taka , owaka... masakra! i sie zaczelo. Nowy rano niew dal mi zyc... o 6 zadzwonil czy zyje i jak tam nastawienie... nie chcialo mi sie wstac wszystkich jakos powalilo i to grubo... mama wparowala pol godziny pozniej zwalajac doslownie mnie z lozka i wydzierajac sie z samego rana ze tak dluzej byc nie moze , i ze mam zaczac dzialac , nowy zaczal sie smiac i oboje na mnie naskoczyli ale pozytywnie , nie bylo niczego zlego tylko same kaplementy, w koncu po ladnych paru latach uslyszalam kaplement, od faceta! i od wlasnej mamy. i jakos dzien z pozytywna energia sie zaczal no i skonczyl... bo to co chcialam to zalatwilam... a wiec nutka znowu sie pojawila, musze ja pielegnowac zeby jej znowu nie stracic... hmm... jesli ktos czytal moj poprzedni artykul moze pomyslec , ze mam nie pokolei w glowie, ze mam totalne zmiany nastroju, ale mam to gdzies . bo tak naprawde zeby napiac to co pisalam wczesniej kumulowalam sie od poczatku kiedy tylko usiadlam do komputera, balam sie wyrzucic to z siebie, balam sie otworzyc, a po napisaniu zdalam sobie sprawe co mi naprawde zrobil, i musze zrobic wszystko zeby naprawic i odzyskac to co utracilam...

Zabil wszystko to co mi zostalo...

2010-02-07 @ 14:49 in swiat w ktorym zyje...

Pan J znowu sie odezwał narobil mi istego sajgonu w glowie. znowu przez niego placze... zabil wszystko to co mialam w sobie najlepszego nadzieje , radosc zycia, milosc i spokuj...

wiem co robie w zyuciu zle ale nie potrafie tego zmienic, nie mam juz zadnej pokrewnej duszy ktorej mogla bym sie wyzalic, ktora dala by mi sile do dzialania. jak sie wali to juz po calosci.

Zdalam sobie sprawe ze stalam sie jakims mutantem, nie potrafie juz kochac, smiac sie cieszyc zyciem. Moj zwariowany pies ma wiecej radosci z zycia niz ja.

Kolejny stracony dzien....

rano mialam  mala czastke nadzieji ze bedzie dobrze...ale zabil ja ..

Nie tylko on. Ale takze osoba ktora jest mi najblizsza na świecie... Mama.

Jak co do czego przyjdzie to nie wiezy we mnie. uwaza ze sie nie nadaje do niczego. Tata uwaza,ze jestem beznadziejna bo nie potrafie utrzymac przy sobie faceta... Od pani A slysze tylko kogo ona nie poderwala, ze jest piekna i wszyscy faceci na nia leca...a ja jestem, jakas nie ogarnieta,za szczupla, taka i owaka

Od Pana J slysze "Ze kobiety to zwykle dupy, ktore dla drinka i piwa musza robic co pan karze a potem w odstawke dla kolegi i nastepnego", zamknąl by mnie najlepiej w zlotej klatce aby przypatkiem mi sie krzywda nie stala. bron Boze zebym wyszla do sklepu i kto kolwiek by sie na mnie spojzal , odezwal. On uwaza ze jest idealny, ze ja musze go rozumiec choc uwierzcie ma totalne rozdwojenie jazni. najpierw pisze pieknie, wyglupiamy sie , za jakis czas cos mu strzeli do glowy i pisze ze jestem taka i owaka. ze kazdy facet ktory do mnie podejdzie chce mnie wykorzystac i zostawic.  byl zdolny do tego aby pisac do mojego bylego rozne glupoty, przez niego mialam mnostwo problemow.

potrafil zamknac mnie w domu i zakazac wyjscia. robil chore jazdy za banalne rzeczy, ze rozmawialam z jakims facetem przez telefon. chcial mi zycie ulozyc tylko wg siebie, na sile uszczesliwic, ale ja go rozumialam... tlumaczylam wiele godzin poswiecilam zeby mu wyjasnic pewne kwestie. i uwierzcie nikt w zyciu mu tyle nie przegadal, wiele osob mnie prosilo  zebym  mu przegadala. wiele kwesti. zawsze sie udawalo.

Wiecie, kiedys bardzo go lubilam, nastepnie po tych wszystkich krzywdach ktore mi wyrzadzil znienawidzilam, a teraz lituje sie nad nim... bo wiem ze poza mna nie ma nikogo kto by z nim wytrzymal...

czasami zastanawiam sie czy on czasami nie jest z leksza pozbawiony rozumu. . .boje sie ze wpadnie w jakies tarapaty a jego bujna fantazja  i klamstwa zrujnuja mu zycie. a co gorsza jak pociagnie mnie za soba.

powoli saczac wypija chec do zycia,dzialania, ta resztke milosci i nadzieji ktora przez jego nie obecnosc tak dlugo budowalam.... powoli mnie niszczy az w koncu zabije....

 

!!! I co tu robic !!!

2010-02-04 @ 08:45 in sumienie

Nocne sumienie....

Od dluższego czasu nie moge zasnac...Undecided

co sie poloze zaczynam intensywnie myslec o  moim zyciu, mija godzina za godzina, a ja nie potrafie poradzic sobie z banalnymi problemami...

To wszystko jest strachem, przed tym ze na szczescie tzeba sobie zapracowac, nic w zyciu prosto nie przychodzi...

Wiecie co jest najzabawniejsze, ze ja mam to szczescie podane na tacy na wyciagniecie reki, spelnienie wszystkich najskrytszych marzen, pragnien...

Ale nie... Boje sie.... Bo wiem ze nie ma nic za darmo... 

Od pewnego czasu  wpadam w jakies dziwne zmiany nastrojow, raz jestem szczesliwa(choc nie ma powodu), raz mam totalnego dola,, ale to wszystko spowodowane jest obawa,,, przed czym? Sama nie wiem...

aby rozpocząć nowe zycie potrzebuje przyplywu grubej gotowki....

Najzabawniejsze jest to ze one gdzies tam sa a nie wiem  jak sie do nich dostac...

Śmieszne miec kupe kasy tylko i wylacznie na kawalku papierku i nie moc wydac  ani grosza!!

      I znowu popelniam te same bledy, swiadomie, a nie wiem dlaczego...

znowu zaufalam.... i sie obawiam, bo obiecałam, a ja nie lamie obietnic...

    A serce, po pijaku czlowiek nie mysli o konsekwencjach, a nastepnego dnia zwyklego kaca przewyzsza kac moralny....

          MAM TEGO DOSC!!!

tyle razy chcialam sie zmienic, a przeszlosc nie chce odpuscic, mam znowu uciekac? Kiedys powiedzialam nie,  ze rozwiaze wszystko ,i zostane, ale tak sie nie da to wszystko coraz bardziej mnie dobija, i co ?W koncu przeszlosc mnie zniszczy!!!

   totalny metlik w glowie.... glos sumienia, kolejne pokusy....

       Do tego jeszcze ona.... nie wiem czy klamie czy cos kombinuje, kolejny strach... kolejne wyrzuty sumienia....

Kolejna mysl koniec z nia... a tu zbliza sie weekend i znowu to samo... wmawiam sobie , ze to robie dla niej, bo obiecalam a co mam w zamian? kolejny tydzien gryzacych wyrzutow sumienia....

 Jak sie z tego wyleczyc? jak byc silna i stanowcza? Naprawde nie wiem...

Juz nie potrafie....Cry

Kobiety , mezczyzni i starsze panie czyli czesc IV chorego spoleczenstwa

2010-01-26 @ 09:07 in swiat w ktorym zyje...

Na chorobe Naszego spoleczenstwa jest mnostwo argumentow, ale najbardziej dobija mnie to ,ze ludzie o facecie ktory "przeleci" 15 panienek  nikt nic zlego nie powie. A on pochwali sie kumplom , ze mial ta , tamta ...

nie koniecznie jest to prawda...

A kobieta? jesli  miala wiecej niz 3 facetow w lozku to juz jest kurwa... gdzie tu sprawiedliwosc?  kobieta ma sie szanowac... a facet? mysli tylko o jednym... nie mowie ze kazdy... ale gdyby ktos wam mezczyznom powiedzial ze jakis kolo spal z laska ... co byscie pomysleli?

Ze oni nie mogli lezec obok siebie  tak obojetnie prawda? musialo cos byc?  i juz taka dziewczyna  obojetnie co by miedzy nimi nie bylo  jest juz  nazwana mianem puszczalskiej...

 Na imprezach widzisz panienke ktora  bawi sie z wieloma facetami raz z jednym raz z drugim,  na jednej imprezie caluje sie z jednym za jakis czas przytula z drugim.... i co myslisz?

wszyscy pomyslimy zapewne to samo...

a moze  ona szuka szczescia? gdzie na imprezach? a moze jej tylko to zostalo?

a teraz na jej miejscu postawcie faceta... inaczej byscie go spostrzegli prawda? i gdzie tu sprawiedliwosc? 

czy to nie chore?

  Hmm... Teraz Starsze pokolenie , czyli typy naszych babcLaughing

coraz mniej widac szacunek do starszych osob... przykladem moze byc glupie ustapienie miejsca w autobusie....

chociaz, nie dawno spotkala mnie bardzo komiczna sytuacja...

Jade autobusem, siedze na kolejnym przystanku   wsiadla nie koniecznie mloda, powiedziala bym ,ze w dosc podeszlym wieku kobieta, chwiejaca sie przy lasce, nikt zbytnio nie zerwal sie aby ustapic staruszcer miejsca, nie wiele myslac  zerwalam sie z siedzenia i podeszlam do kobieciny, wskazujac wolne miejsce...

a ona, jak zaczela sie drzec jakbym jej krzywde  robila, krzyczac ,ze nie jest taka stara, zeby jej miejsca ustepowac, ze wzyciu sie juz nasiedziala. nie wiedzialam co ja mam zrobic! moze lepsze bylo to uczucie  wyrzutow sumienia gdybym siedziala tam gdzie siedzialam ...

a znajac zycie ona wypatrzyla by mnie w tlumie siedzacych i wzrokiem do mozgu sie wywiercila!

i wez czlowieku zrozum!!!

 

            Pisze ten artykul po to ,zeby moze po czesci przypomniec nam jacy jestesmy.... ogladamy  rozne reportaze  o zyciu o niedoli ludzi czesto sie wzruszamy, ale na tym pozostajemy nastepnego dnia budzac sie zapominamy , ze jest totalna znieczulica , empatia i patologia w polsce     (i nie tylko) wracamy do naszej rzeczywistosci pogoni za pieniadze zaslepieni wlasnymi pragnieniam i patrzymy na innych czesto nawet najblizszych....

 wszystkich nas to boli ale nikt nie wie badz nie chce nic zmieniac bo mu jest tak dobrze... ale pamietajmy fortuna kolem sie toczy...

 

 

Dlaczego ludzie sa uprzedzeni czyli chore spoleczenstwo cz III

2010-01-26 @ 08:30 in swiat w ktorym zyje...

Oceniamy ludzi po wygladzie po stanie majatkowym po tym z kad jest....

a przeciez nie kazda blondynka jest glupia , nie kazdy arab jest terrorysta, nie kazdy bezdomny przestepca.....

nasze spoleczenstwo jest chore!

juz od najmlodszych lat widac jak nasze dzieci sa uprzedzone.

- mamo ja nie bede sie z nia bawic bo ona jest: brzydka, gruba,ma rude wlosy  itp itd

dzieci sie nabijaja  z innych mniej sprawnych fizycznie, mniej inteligentnych,mniej czy bardziej uroczych...

kogo to wina? rodzicow! A jak to dziecko sie czuje? nie potrafi zrozumiec , dlaczego nie jest taki jak inni...

i gdzie tu tolerancja?

wychowujemy swoje dzieci w ten sposob , zeby czuly wiedzialy ze sa jedyne najlepsze,  inne dzieci nas nie obchodza... a moze warto sie dowiedziec tak naprawde co u nich sie dzieje? moze ktores z waszych dzieci jest napietnowane w szkole a wy nawet nie macie zielonego pojecia o tym?

nauczyciel nie moze byc po stronie slabszego, on musi byc obojetny , nie ma juz takich nauczycieli jak kiedys , takich ktorzy trzymali dyscypline w klasie, ktorzy rozmawiali tlumaczyli problemy, nauczyciel teraz wychodzi z zalozenia, ze jest sila wyzsza i trzeba go sluchac a gdzie powolanie?

przeciez on ma wychowywac!!!

a rodzice? odbieraja dzieci ze szkol , zadaja banalne pytania typu "jak bylo"

i satysfakcjonuje ich odpowiedz ok....

  a teraz z  troche innej beczki, Kto by widzial zeby dziecko w wieku przedszkolnym pierwszy raz trzymalo kredke w reku?

szok!!!

kto tego byl powodem? dziecko moze raczej rodzic pozwalal mu na korzystanie z komputera , z gier, dziecko nie potrafi rysowac a na komputerze  zna sie lepiej niz nie jeden dorosły...

absurd!

coraz wiecej wymyslamy chorob ktore spotykaja nasze pociechy , a to dlaczego? bo my jestesmy leniwi...

za moich czasow nie bylo czegos takiego jak ADHD

dziecko bylo poprostu nie grzeczne i nikt nie szukal  tego dlaczego...

dyslekcja, hmm... moze to kolejny argument do tego , ze  jestesmy okropnie leniwi, gdybysmy troche wiecej spedzali czasu z naszymi dziecmi moze i ona by zniknela?

    im dzieci starsze tym bardziej nie tolerancyjne....

nie dawno na imprezie jakas malolata  do mnie podbila z tekstem , ze mam za dlugie nogi  i mam z tego powodu wyjsc z klubu.... nie wiedzialam co mam  zrobic  poplakac sie nad jej niedola czy ja wysmiac! gdyby zartowala to bym to wysmiala w 100 % ale to calkiem serio mowila argumentowala , ze jej facet nie moze odemnie wzroku odciagnac. masakra szczerze co mnie to obchodzi? laska miala jakies schizy albo kolesiowi na wzrok upadlo!

mloda , ladna, zgrabna, ale nie koniecznie inteligentna, a zreszta co sie nie dzieje w damskich toaletach w takich klubach. wychodze z  zalozenia ze kobiety troch zle pojely  zasade rowno uprawnienia... nie jedna dziewczyna zachowuje sie gorzej niz facet.... i tez kogos to musi byc wina ...

napewno nasza. bo kto by widzial zeby 14 letna dziewczyna byla brana za 20 latke?szlajala sie w nocy po ulicach. a gdzie sa jej rodzice?

nie ma.... i tak rodzi sie patologia!

 

 

chore spoleczenstwo cz II

2010-01-26 @ 08:01 in swiat w ktorym zyje...

Heh.... nie zdążyłam wczoraj dokonczyc, zlosliwosc rzeczy martwych...Wink

A teraz My!

Jakiś czas temu byla  Wigilia, wieksza czesc Polakow jest tradycjonalistami i stawia przy wigilijnym stole jeden wiecej talerz. Wszyscy wiemy dlaczego? Tak naprawde wiemy, czy tylko dlatego, ze byl stawiany z pokolenia na pokolenie no i tak nam tez zostalo?

   

"Niezwykle ważna dla naszych przodków była liczba gości przy wigilijnym stole. Niedozwolona była nieparzysta liczba gości, a już najbardziej liczba 13. Przynosiły one pecha rodzinie. Aby nie dopuścić do biesiadowania w nieparzystym gronie zapraszano nawet przypadkowego przechodnia lub żebraka, co było lepsze niż zła wróżba."

A czy teraz w dzisiejszych czasach przyjelibyscie bezdomnego?

takiego jakiego widzimy na dworcu,przed marketem. taki ktory przepuszcza denaturat przez chleb, niezbyt przyjemnie pachnacy, brudny zaniedbany....

ale czlowiek! nie ma sie gdzie podziac, bo nawet w przytuku sie cenia. a z kad on ma wziasc pieniadze?Isc do pracy? w dzisiejszych czasach nawet5 bardzo wyksztalcone osoby nie maja gdzie pracowac....

Np. bardzo znana firma w moim rejonie zatrudnia na "tasme" otoż rekrutacja jest zabojcza   a ok 50 osob na 1 miejsce po te nie cale 500 zl bo nikt nie zatrudni Cie legalnie!!!

       Wracajac do wigili , przeciez  zycie jest przewrotne

i my kiedys mozemy znalesc sie w takiej sytuacji....

i potrzebowac  ciepłego kata ,posilku....

       no wiadomo, że kazdy z nas ma jakies obawy, ze taki zebrak moze nas czyms zarazic , kto wie co mu odbije prawda? moze pozniej sie uwezmie i bedzie przychodzil co dzien.... czy to wazne ? chociaz raz w roku powinnismy pokazac ze zaslugujemy na miano czlowieka.

chore spoleczenstwo ....

2010-01-24 @ 20:10 in swiat w ktorym zyje...

cisza ....

heh nie ktore osoby daly by wiele aby chociaz przez chwile odciac sie od miejskiego zgielku....

a ja bez niego nie potrafie zyc....

cywilizacja, halas, zapach spalin, swiat  reklam....miasto tetni zyciem...

cos pieknego:)

a u mnie? cisza spokój jakies 0,5 km do sasiada... przyroda, zapach lasu, mrozu... sarenki za oknem, ciagle ujadanie psa....

gdzie sie nie obejzysz tylko pole.... totalny koniec swiata.... 

Nie bylo by tak zle gdybym nie mieszkala tu tyle co mieszkam....

w lato jest tu pieknie....wiosna rozkwitaja drzewa zapach deszczu poranna rosa, slowiczy spiew.... tak tylko latem ... i tylko wtedy kiedy nie pada...

snieg , deszcz to powiedzmy te zywioly które odcinaja nas od swiata...

ale ludzie tutaj sa zupelnie inni... chociaz mieszkaja na takim "zadupiu"

zabawne...

mieszkamy w cywilizowanym swiecie ale coraz bardziej ludzie mysla Nikt nie spojzy czy komus czegos brakuje, czy czegos potrzebuje, najwazniejsze zeby to on i jego rodzina miala jak najlepiej...

          Pewna starsza kobieta ok 80 jakies miesiac temu pochowal meza.

Mieszkali jakos po srodku pola ... zeby wam uzmyslowic  do najblizszego sasiada  Ci panstwo mieli jakies 2 km. bez zadnego srodka transportu...

Maja 5 dzieci i ok 10 doroslych wnuków. po za naszym terenem...

Kobieta zostala sama... nikt z jej rodziny sie  nie zainteresowal! droga do jej domu jest zupelnie zasypana... Nawet pogotowie nie da rady tam dojechac ...

przeciez to mama i babcia....

Hmm....  polska  od dluzszego czasu pograza  sie w znieczulicy, patologii i empatii....

Falszywosc wsrod przyjaciol...

2010-01-22 @ 10:31 in niby przyjazn

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie....

ciekawe...

patrząc wstecz w ciągu mojego może nie zadługiego życia każdy z "przyjaciół" tak mi sie wtedy wydawało z naszej przyjażni czerpal korzyści tylko dla siebie...  jestem osobą która w ramach przyjażni oddaje wszystko a co w zamian dostaje?  może tylko przydomek przyjaciółki...

a gdzie jest wysłuchanie zrozumienie, może to jest jakis staromodny wizerunek przyjażni? ciekawe czy w dzisiejszych czasach sa jacys przyjaciele bezinteresowni...

nie jestem chyba zła osoba ale za kazdym razem po czasie oczywiscie po przez jakies chore intrygi badz przez sprawy uczuciowe przyjazn przechodzi na inny tor bądz znika wogole...

a moze trafiam na zlych  ludzi?

ostatnio bardzo cieżko mi zaufac komukolwiek... moze dorastam...

kiedys bylo zupelnie inaczej bylam wychowana w srodowisku gdzie bylo pelno milosci zrozumienia zyczliwosci, nikt nikomu nie byl wilkiem o jakich kolwiek problemach sie rozmawialo nie bylo ludzi zlych choc mialam swiadomosc ze istnieja i to co jest zle , okropne, powoduje cierpienie  istnieje gdzies daleko... I NIGDY MNIE NIE SPOTKA...

a osoba świeżo poznana dostawała pakiet zaufania gratis...

to bylo dziecinne  apod skrzydłami rodzicow napewno nic mi sie by nie stalo...

Ale niee... musialam posmakowac wielkomiejskiego zgielku , co zawładnelo moim "przedobrym "(jak to ktoś nazawł) sercem....  ciągłe melanże  przesadne dbanie o siebie  pieniądze  przyciagalo osoby nie koniecznie uczciwe.... ale prz moim boku byly dwie ukochane osoby...

Pan K . i najlepsza przyjaciółka Pani E.

I tak sie zaczeła moja droga do upadku...

Żadna z wyżej wymienionych osob nie jest temu pod żadnym pozorem winna . Nigdy w  życiu! tylko prawdziwy przyjaciel powinien widziec ze cos jest nie tak...  chyba ,że jedna z nich przezywała to samo...

pewnego dnia po 3 latach wzajemnej miłości (tak mi sie wydawało) Pan K odszedł bez słowa... a pani E zastapila przyjaciółke chlopakiem.... po 4 latach przyjazni....

 w cichej samotności zostałam  z mała istotka w brzuszku....

ale i ona niestety po 3 miesiącach mnie zostawila...

w życiu tak nie cierpiałam... opadałam na dno  tylko jedna reka  była wyciagnieta w moja strona nie pytajaca sie o szczegóły   nie dociekajaca niczego bezinteresowna.... kochajaca nad zycie ...

MAMA....

Zmieniłam klimat po długim czasie rekowalescencji powiedzmy  zaczełam normalnie prosperować, zostawiając a moze uciekając od przeszłości i od problemów...

kolejny rozdział mojego życia kończył sie samotnościa...

po pewnym czasie wziełam sie w garsc i zaczełam szukać swojego miejsca na ziemii ... byly osoby ktore towarzyszyły mi  w pewnych etapach mojego życia podające sie za moich przyjacioł ale predzej czy póżniej okazywało sie ze to tylko zwykła znajomość... zaczelam sie zmieniać ale cząstka mnie czyli serce nie potrafilo od marszu zmienic swojego nastawienia do innych...

dopiero życie mine nauczyło po pewnych nie koniecznie miłych przezyciachy czlowiek sie hartuje i zaczyna inaczej patrzec na ten świat...

teraz sa dwie osoby podajace sie za przyjacioł strasznie  rożniace sie od siebie.... pan J. ktory  mogl by byc moim ojcem  ma dobre serce ale bardzo trudny charakter a do tego w pewnym etapie "naszej przyjazni" zawiódł mnie maksymalnie i wiem ,że kłamstwo jest jego drugą natura  ale po pewnym czasie  poprostu nie potrafie go zostawic... bardzo wiele sie nacierpiałam przez niego byl  kolejna osoba ktora mnie ciagnela na dno ale... jest tak dobra dusza , ze potrafie mu wszystko wybaczyc... chyba...

Hmm... taka toksyczna przyjaźń...

i pani A. traktuję ja jak moją siostre... jeśli można kochać przyjaciela to wlaśnie tak mam... ale od kad znia nie mieszkam wróciła stara osóbka nad ktora długo pracowałam... i jeste4m już bezsilna. straciłam nadzieje ,że takie osoby da sie zmienic, kłamstwo ,dwulicowość zmienia człowieka.

Kiedys po takich intrygach które mi ona zaserwowała nie rozmawiała bym już nigdy...

Ale jak w przypadku J  takze i A  obiecalam im cos....

że nigdy ich nie zostawie...

a ja nie łamie obietnic....

Dziwna poranna pobudka...czyli poszukiwanie zaginionego ja...

2010-01-21 @ 08:29 in Kategoria główna

Kolejny dzien , przynajmniej poczatek a juz zaczyna sie  lipnie...

obudzilam sie z mysla ,ze byc moze zasluguje na kolejny poczatek i odbicie sie od dna...

Choc dobrze wiem ze przeszlosc mnie znajdzie gdzies w ciemnym kacie  mroznej rzeczywistosci...

ale mam nadzieje ,ze wtedy nie bede sama,i w koncu dam rade powiedziec NIE!!!

bezrobocie dobija wszyscy w kolo Cie przytłaczają ,i wykorzystuja

dlaczego czlowiekowi tak trudno sie zmienic? jestem osoba raczej stalam sie patrzaca na zdanie innych bojaca ranic uczucia innych nie majaca swojego zdania teoretycznie bo zawwsze ono jest tam gdzies w glebi ale zaduszone innymi glosniejszymi i bardziej odwaznymi osobami co mnie pograza...nigdy tak nie bylo ale od jakis 6 miesiecy stracilam wlasne ja...

zmienilam sie na inne- gorsze... nie pamietam swoich celow i marzen...

inne dobro  stawiam wyzej... naiwna powiedzial bys tak jestem lub raczej bylam  bo jak mozna zawierzyc wszystkie swoje marzenia i cele osobie ktora sie zna  3 miesiace wiedzac dobrze ze obiecuje gruszki na wierzbie?

i stracic wszystko... młodosc i głupota z wybijesz sie z srodowiska  na ktore jestes skazany, nadzieja na lepsze jutro zniknela wtedy gdy pojawily sie problemy i dlugi...

Myslalam ze jestem mocna psychicznie ale pomylilam sie i to grubo wszystko mnie przeroslo...

Pomyslisz ze sie uzalam nad soba ale to nie jest tak to jest przestroga dla innych aby sie zastanowili czy ich srodowisko nie ciagnie ich tam z kad ja powoli wracam...

 

RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
BlogiPlotki