Załóż bloga Zaloguj się




Kim jestem?
asdfghjk

Jestem jaka jestem...

search
calendar
« Luty 2010 »
Nd Pn Wt Śr Cz Pt Sb
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28            
ostatnio...
Kategorie
Linki
archiwum
Tagi
Syndicate
Credits
LifeType IE7 XHTML CSS Firefox

« | »

Nutka optymizmu...czyli KONIEC

2010-02-09 @ 10:30 in swiat w ktorym zyje...

   Hmm... Właśnie wczoraj ktos bardzo madry uswiadomil mi jak bardzo sie zmienilam... Z nie poprawnej optymistki po przez realistke opadlam na samo dno pesymizmu...

 

Młoda i glupia ale optymistka... po wielu nie koniecznie madrych i rozsadnych wyborach  uwazalam ,ze świat nalezy do mnie, że moge wszystko, nie bylam zarozumiala ale w duchu myslalam ,że odemnie wszystko zalezy jak sobie w zyciu poukladam. że to co zle to nigdy mi sie nie trafi... optymizm ocierajacy sie o naiwnosc... uwazalam, ze  świat jest dobry i pelen zyczliwych ludzi, moze dlatego , ze otaczalam sie wlasnie takimi ludzmi....

Długo to jednak nie trwalo... poznalam Pana K. Ktorego wydaje mi sie ze kochalam , bo badz co badz bylam 3 lata. zarazil mnie realizmem i sprowadzil na ziemie... moze najwyzszy wtedy czas byl na zejscie do troszke  nie zbyt przyjaznego swiata... zmierzenie sie z rzeczywistoscia ale uwierzcie ktos chyba nademna czuwal  bo z kazdych problemow wychodzilam calo...  po rozstaniu  znowu wbilam sie na bezdroza optymizmu ... bladzilam ladnych pare lat.... a kiedy bolesnie upadlam na samo dno  . . . i wtedy okazalo sie ze z nie poprawnej optymistki stalam sie tylko i wylacznie okropna pesymistka!Jak to sie stalo? Sama nie wiem...

Być może zaufalam i zawierzylam w cos co nie jest realne, choc wtedy myslalam ,że jest to moja zyciowa szansa, kazdy z nas  w mojej sytuacji zapewne postapil by tak samo... bo kto nie ryzykuje ten nie ma... wiec zaryzykowalam... nie mowie ze bylo, zle ale kiedy zauwazylam ze ten ktos nie tylko siebie pograza bylo juz za pozno... zaufalam nie tej osobie co powinnam, mloda nie doswiadczona, pelna energii zyciowej i znikomej ilosci optymizmu wyprostowalam to co moglam,  pograzajac sie w kolejnych klamstwach i zewnetrznie pokazujac ze wszystko jest ok i tak wlasnie wracajac do domu ubieralam maske zeby pozornie ukazac ze sobie radze, zeby nie nie pokoic moich rodzicow, zeby im pokazac ze choc raz w zyciu moga byc ze mnie dumni. zdemaskowaly mnie lzy ktore bezwladnie, bez mojej woli zmyly ta teoretycznie pokazowa maske. nie wytrzymalam. zawsze bylam mocna psychicznie jednak jak ktos ustal w tym miejscu gdzie najlepiej mnie zranic znalazl moj slaby punkt wiercil, robil wode z mozgu, obiecywal spelnienie wszystkich marzen, nie ktore z znich mialam na wyciagniecie reki, pozornie dbal o mnie a jednak ranil, zagluszal we mnie to co mialam najbardziej wartosciowe, ponizal, ublizal, ranil, krzywdzil, niszczyl, zabijal... zauwazylam to w pore , po zdjeciu tych pieprzonych rozowych okularow, zdjeciu? raczej ktos brutalnie je stracil... kto nie wiem... po prostu przejzalam na oczy. i dzieki Bogu bo jeszcze troche i doszlo by do tragedii... ktos nademna czuwa... postanowilam skonczyc, to bladzenie w labiryncie, zobaczyalam swiatlo nadzieji, koncze z tym marazmem!!! ale sama nie dam rady, potrzebuje pozytywnego kopa... i kogos kto bedzie mnie wspieral... a teraz...? w ndz wieczorem zadzwonil "nowy On" z bardzo optymistycznym glosem jako jeden z nielicznych powiedzial "bedzie dobrze tylko mysl pozytywnie" powtorzyl mi kilka razy... wpuszczalam jednym uchem drugim wylecialo... nie spalam cala noc mysli kolataly sie po glowie, te tragiczne "7 min" z jednego z artykulow tutaj na blogu, przez to zrozumialam dlaczego pani m to wybrala... pan j i kolejne jego dyrdymaly, pani a i jej chore spiski, pan b ,pan k... dosc pomyslalam!!! i wtedy jakos tak dziwnie przypomniaklam sobie slowa "nowego" "mysl pozytywnie..." pier... o chopin'ie jak mozna myslec pozytywnie skoro wszyscy w kolo powtarzaja, to zle robisz to nie tak jestes taka , owaka... masakra! i sie zaczelo. Nowy rano niew dal mi zyc... o 6 zadzwonil czy zyje i jak tam nastawienie... nie chcialo mi sie wstac wszystkich jakos powalilo i to grubo... mama wparowala pol godziny pozniej zwalajac doslownie mnie z lozka i wydzierajac sie z samego rana ze tak dluzej byc nie moze , i ze mam zaczac dzialac , nowy zaczal sie smiac i oboje na mnie naskoczyli ale pozytywnie , nie bylo niczego zlego tylko same kaplementy, w koncu po ladnych paru latach uslyszalam kaplement, od faceta! i od wlasnej mamy. i jakos dzien z pozytywna energia sie zaczal no i skonczyl... bo to co chcialam to zalatwilam... a wiec nutka znowu sie pojawila, musze ja pielegnowac zeby jej znowu nie stracic... hmm... jesli ktos czytal moj poprzedni artykul moze pomyslec , ze mam nie pokolei w glowie, ze mam totalne zmiany nastroju, ale mam to gdzies . bo tak naprawde zeby napiac to co pisalam wczesniej kumulowalam sie od poczatku kiedy tylko usiadlam do komputera, balam sie wyrzucic to z siebie, balam sie otworzyc, a po napisaniu zdalam sobie sprawe co mi naprawde zrobil, i musze zrobic wszystko zeby naprawic i odzyskac to co utracilam...

komentarze

[Odpowiedź]

Nigdy nie przejmuj się tym co powiedzą inni, ważne jest to co Ty czujesz i wierz mi możesz być z siebie dumna Twój artykuł może być przykładem dla każdego kto stracił wiarę w lepsze jutro. Tak trzymaj!
Autor daniela @ 19:34, 2010-02-09
Dodaj komentarz
 authimage
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
BlogiPlotki